Na wstępie pragnę podziękować wszystkim osobom, które były zaangażowane w moją wyprawę zarówno bezpośrednio jak i pośrednio.
Tak, nie przesadzam choć dla innych, mogła to być jedynie fajna jednodniowa wycieczka zakładowa. Dla mnie to była wyprawa niemal tygodniowa.
A więc od początku. Dla lepszego kontekstu. Była to wycieczka zakładowa, tak jak już wcześniej wspomniałem. Zorganizowana przez ZAZ (Zakład Aktywności Zawodowej koło w Jarosławiu) dla pracowników. Jest to placówka, która została powołana przez PSONI Koło w Jarosławiu (Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną).
Pozwolę sobie tutaj na małe wtrącenie. Wbrew temu, co by sugerowała nazwa, PSONI wspiera nie tylko osoby z niepełnosprawnością intelektualną ale także osoby niepełnosprawne ruchowo. A piszę o tym, bo to nie jest wcale takie oczywiste, nie zawsze jedno z drugim się łączy. (O czym wielu ludzi spoza, nie wie lub zapomina).
OK. To skoro formalności mamy za sobą. A Ty czytelniku masz już nakreślony zarys kontekstu.
Przejdźmy do sedna. Co prawda wycieczka odbyła się, 25 czerwca, lecz ja w Jarosławiu przebywałem już od poniedziałku po pracy ponieważ miałem o 16:00 umówioną wizytę u lekarza w sprawie zaświadczenia potrzebnego do przedłużenia ważności renty.
Co też swoją drogą, zasługuje na osobny wpis. Jakby mi miała przejść niepełnosprawność po okresie kolejnych pięciu lat… Mózgowe porażenie dziecięce to nie… grypa żołądkowa.
W tym miejscu muszę, podziękować, za serdeczne przyjęcie, Pani Kasi szefowej mieszkania chronionego. Która użyczyła mi pokoju na parę dni. Korzystając z okazji pozdrawiam jego stałych mieszkańców 😉
Dziękuję również: naszemu kierowcy Pawłowi, który podrzucił mnie do mieszkania i targał mój tobołek, mojemu asystentowi Dawidowi, który zawiózł mnie na wizytę do lekarza i odwiózł do mieszkania oraz Pani Eli z Kręgów Wsparcia, która 25 czerwca dowiozła mnie na miejsce zbiórki
Szczególne podziękowania kieruję do Pana Lucjana trenera pracy za targanie mnie podczas trwania całej wycieczki po Puławach i Kazimierzu Dolnym. Bez jego obecności nie dałbym rady. Choć Puławy i Kazimierz Dolny, to piękne miejsca, to jak sama Pani przewodniczka przyznała niezwykle trudne w poruszaniu się, tym bardziej na wózku. Zwłaszcza droga do klasztoru Franciszkanów. Noo tam to była jazda.
Dodatkowe podziękowania dla kolegów, którzy pomagali znosić mnie i wznosić po schodach bez poręczy do statku. Zanim wróciliśmy na ląd ze statku, w międzyczasie popadało i schody były mokre. A trzech chłopów mnie wniosło na wózku. Także fajnie… 😏
Myślę, że słowo uznania należy się, również Pani Paulinie kierowcy autobusu, która nas tam zawiozła. Serio prowadzić takiego wielkiego potwora, szacun.
Jak widzicie taka wycieczka dla mnie to potężna logistyczna operacja. Wymagająca zaangażowania mnóstwa osób dobrej woli. Na szczęście w PSONI w Jarosławiu jest ich takie zagęszczenie na m², że nie ma z tym najmniejszego problemu.
Ostatnie podziękowania za pomoc w zredagowaniu tego tekstu należą się obu Paniom: Pani Eli oraz Pani Wiesi. W końcu jeden wpis na blogu będzie normalnie po polsku napisany. 😅
Dziękuję.
